Radykalny znak

Dzień życia konsekrowanego


O. Marek Szeliga, benedyktyn, przeor kamedułów na krakowskich Bielanach: Jeśli ktoś przychodzi do klasztoru szukać własnej doskonałości, na długo mu takiej motywacji nie starczy. O. Marek Szeliga OSB /2008-01-31

Maciej Müller: Po co zamykać się w klasztorze?

O. Marek Szeliga OSB: To, że niektórzy ludzie wybierają odosobnienie, wynika z czegoś, co nazywamy powołaniem, Bożym wezwaniem. Bo to Boży pomysł, a nie ludzki projekt życia. A Jego wola jest niejednokrotnie dla nas niezrozumiała. Więc raczej należałoby zapytać nie: po co, ale: dla kogo? Dla Pana Boga. Życie polega na tym, żeby Mu się oddać, zjednoczyć się z Nim. Stąd radykalna decyzja, żeby porzucić świat i zamieszkać w miejscu przygotowanym do tego, aby Boga szukać i znajdować, do tego, by wypełnić ludzkie życie najistotniejszą treścią.

Ale dlaczego Bóg miałby chcieć, żeby jakaś grupa ludzi odgradzała się od świata? Czyżby świat był czymś gorszym, o czym lepiej zapomnieć i skupić się na Bogu?

Świat bez pustelników byłby niepełny. Ich styl życia jest reakcją na dziś pewnie pomijaną prawdę o świecie, mianowicie, że jest on dotknięty grzechem. Pewnie gdyby nie grzech klasztory byłyby niepotrzebne. Brzmi to jak paradoks, ale ponieważ grzech pojawił się na świecie, a przez to człowiek nieraz zwracał się bardziej ku stworzeniu niż Stwórcy, potrzebni stali się ludzie będący radykalnym znakiem dla świata. Znakiem wyboru Pana Boga, podkreśleniem, że to na Niego trzeba w życiu postawić. I być może dlatego klasztory budowano na górze: by były widoczne z daleka. Nawet współczesny człowiek, także taki, który żyje z dala od Boga, odczytuje ten znak właściwie.

Wspólnota kamedułów jest jednak zamknięta, mnisi nie wychodzą na zewnątrz. Jak więc mają stanowić wzór?

Unikamy myślenia o sobie w kategoriach wzoru. Wzorem jest Chrystus i nikt inny. Tu nie chodzi o to, że mnisi są wzorcem do naśladowania, a ojcowie mają porzucić rodziny i zamknąć się w pustelni.

Choć niektórzy rzeczywiście przyjeżdżają, mieszkają w klasztorze przez parę dni, modlą się z mnichami i porządkują hierarchię wartości tak, by na jej szczycie było spotkanie z Bogiem.

Pierwsi chrześcijańscy pustelnicy, Ojcowie Pustyni (III w.) uciekali od świata, aby na pustyni szukać doskonałości. Czy w tym nie czai się egoizm: szukam zbawienia dla siebie, a świat i ludzie tracą znaczenie? „Ja i Bóg”?

Szukanie własnej doskonałości to motywacja bardzo słaba, jeśli ktoś przychodzi do klasztoru, kierując się taką motywacją, to na długo mu ona nie wystarczy. Natomiast „Ja i Bóg” tylko pozornie wygląda na egoizm, a w rzeczywistości jest kwintesencją ludzkiego altruizmu. Jeżeli taka postawa się udaje, jest nawet czymś w rodzaju modelu ludzkiej postawy wobec najwyższych wartości. Bardzo nam zależy na budowaniu i pielęgnowaniu takiej właśnie postawy. I znów paradoks – ona wcale nie prowadzi do zamknięcia, a wręcz przeciwnie, otwiera w człowieku bardzo głęboką przestrzeń obejmującą innych i cały świat, przestrzeń solidarności nazywaną przez nas pokutą.

W jaki sposób pokutują kameduli?

Wymiar pokuty jest wpisany w całe nasze życie, i to nie tylko kamedulskie. U kameduły staje się ona programem życia. Pokuta to ograniczenie, zacieśnienie życia w sprawach najbardziej codziennych, czasem wydawałoby się błahych i jednocześnie zasadniczych. Swobody: już sama decyzja o życiu za klauzurą wiąże się z wyrzeczeniem – ograniczam swoją wolność, nie mogę swobodnie wychodzić z klasztoru. Pożywienia: kameduli nigdy nie spożywają mięsa. W okresach postów przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą rezygnują z mleka, sera i jaj. Wolności: życie zakonne jest związane z posłuszeństwem, a poddanie się woli przełożonego nie zawsze jest proste. Komfortu: modlitwy zaczynamy o 3.45, potem jest lectio divina (czytanie Pisma Świętego), praca, kolejne modlitwy; mamy z góry nałożony rytm życia. Oddzielenia: wyrazem radykalnego odcięcia się od świata jest ograniczenie liczby wizyt. Nie korzystamy z radia i telewizji. Radykalnej konfrontacji z wymaganiami zwykłego życia: jako pustelnicy musimy sobie sami życie zorganizować – ugotować, wyprać, posprzątać.

Mnisi modlą się za ludzi, których nie znają?

Otaczający świat nie jest nam całkowicie obcy. Na co dzień spotykamy wiele osób, czy to gości przybywających do klasztoru, turystów, czy w urzędach, załatwiając codzienne formalności. A informacje o tym, co się dzieje w „wielkim świecie” i o co się modlić, przynoszą nam pielgrzymi, kupujemy też gazety. Pokutę podejmujemy za siebie i za innych. Za cały świat, który może uważa, że jej nie potrzebuje.

Czy możemy mówić o hierarchii powołań: świeckie, duszpasterskie, kontemplacyjne i pustelnicze jako doskonałość?

Każdy chrześcijanin jest powołany do naśladowania Pana Jezusa: można to czynić na rozmaite sposoby. Życie w rodzinie, apostolstwo, życie eremickie – te wszystkie powołania polegają na odnajdowaniu różnych akcentów w życiu Jezusa i naśladowaniu ich. Każdy człowiek powinien w stu procentach wypełnić swoje powołanie. Jeśli Bóg powołuje kogoś do bycia ojcem rodziny, to on musi być ojcem w sposób jak najpełniejszy. Jeśli odkryje Boży sens tego życia, jego trud i krzyż, zostanie świętym.

Ktoś inny otrzymuje powołanie do bycia mnichem. Powołanie eremickie jest podobne do tych momentów z życia Chrystusa, kiedy usuwał się na bok, by być i rozmawiać z Ojcem.

Dla mnicha pokuta jest ważniejsza niż trudne dzieło założenia rodziny i wychowania dzieci czy służba chorym i biednym – więc praca dla innych pojmowana dosłownie. W swojej regule św. Benedykt pisze, że mnich powinien w gronie braci uczyć się rzemiosła duchowego, a kiedy nabędzie doświadczenia, może udać się na pustynię. U kamedułów ideałem wypełnienia powołania jest decyzja o zostaniu rekluzem. Ktoś taki podejmuje życie w absolutnej samotności, bez kontaktu ze wspólnotą. Dzisiaj w kongregacji jest tylko jeden rekluz w klasztorze koło Padwy, to Japończyk.

Patrząc po ludzku, wydaje się, że życie rekluza jest najbardziej surowe i wymagające. Ale nie surowość jest najważniejsza – najistotniejsze jest pełnienie Bożej woli. Przecież ojciec rodziny również podejmie surowe ograniczenia, może i surowsze niż mnich. Do chorego dziecka będzie musiał wstać o drugiej w nocy.

Świętość pustelnika i świętość ojca rodziny dopełniają się, a nie konkurują ze sobą.

Czyli jeśli człowiek nie decyduje się na surową regułę, nie wybiera gorszego powołania?

Oczywiście, że nie. Sercem reguły św. Benedykta jest rozdział o dwunastu stopniach pokory. Pokora dla mnicha jest postawą zasadniczą. Jeśli ktoś wstąpi do bardzo surowego klasztoru tylko po to, żeby być lepszym od innych, jego postawa ma niewiele wspólnego z pokorą.

Tu chodzi o to, żeby człowiek był jak najprawdziwszy przed Bogiem, przyznał się do tego, kim jest i jakie są jego możliwości.

Jednak fragment Ewangelii opowiadający o wizycie Jezusa w Betanii i o zachowaniu Marii i Marty często rozumie się jako pochwałę całkowitego oddania się Bogu w przeciwieństwie do życia czynnego, mniej szlachetnego.

Dzisiaj bardziej zwraca się uwagę na to, że Maria w sposób najlepszy wsłuchała się w głos Chrystusa. Bogu chodzi o to, żeby człowiek nastawił się na słuchanie Jego wezwania i to je realizował, a nie własne pomysły. Marta miała własny pomysł na to, jak Jezusa przyjąć. Jej wybór nie był zły, ale Maria dokonała lepszego. Niech każdy człowiek w ramach własnego powołania najlepiej wsłucha się w to, co ma być Bożą wolą dla niego. Ludzki pomysł na świętość niekoniecznie jest najlepszy.

W Polsce powołań pustelniczych najwyraĄniej brakuje. Kamedułów w Polsce jest dwudziestu, kartuzów czy trapistów nie ma u nas w ogóle.

Niekoniecznie jest tak Ąle. Wśród liczącej 60 członków kamedulskiej Kongregacji Monte Corona (to dwa klasztory w Polsce, dwa we Włoszech, po jednym w Hiszpanii, USA, Kolumbii i Wenezueli) Polaków jest najwięcej – mieszkają też za granicą. Trzeba zresztą dodać, że kartuzi są rzeczywiście zakonem pustelniczym, dzisiaj lepiej znanym dzięki filmowi „Wielka cisza”, ale trapiści, mimo iż są zakonem surowym, są cenobitami, czyli mnichami wspólnotowcami, więc nie pustelnikami. A jeżeli chodzi o powołania klauzurowe żeńskie, to np. karmelitanki otwierają coraz to nowe klasztory. Widać ten sposób życia przemawia do Polek dość mocno.

Ale mniej do mężczyzn, którzy się garną raczej do seminariów diecezjalnych i zakonów czynnych. Dominikanie mają co roku kilkunastu nowicjuszy.

Pustelników nigdy nie było wielu i jest to chyba logiczne. Wiele osób przychodzi na Bielany i pragnie podjąć nasz styl życia, ale niewielu zostaje, bo okazuje się ono zbyt trudne. Tak się już dzieje w historii, że raz mnichów jest więcej, a w innych okresach przeważają powołania do życia czynnego. Przed rozbiorami eremów kamedulskich było w Polsce dosyć dużo.

Jednakże oprócz zakonników żyjących w ścisłym sensie jako eremici zdarzają się osoby, które odkrywają swoje powołanie pustelnicze i realizują je w ramach innych zakonów lub w życiu świeckim. Dawno temu wędrowałem górami od Krynicy do Komańczy. Mijałem leśną pustelnię, w której mieszkał franciszkanin.

Do kontemplacji, zjednoczenia z Panem Jezusem, jest powołany każdy chrześcijanin. Następuje ono przy Komunii św., choć nie każdy ten moment tak nazywa.

Czyli ja, człowiek świecki, mogę doświadczać Boga tak blisko jak pustelnik?

Owszem.

W takim razie, po co modlić się w klasztorze, jeśli można czynić to w świecie? Chyba zresztą modlitwa w tramwaju jest trudniejsza niż w cichej mniszej celi.

Czy ja wiem... U nas jest ten komfort, że czas na modlitwę mamy zagwarantowany. Ludziom żyjącym i pracującym w świecie często go brakuje. Ale jeżeli modlitwę ocenia się tylko w kategoriach ilości czasu na nią przeznaczonego bądĄ liczby towarzyszących jej rozproszeń – to marna to modlitwa. Świat ziemski pewnie nie sprzyja kontemplowaniu Boga, ale w niebie, gdzie święci widzą Boga twarzą w twarz, podobno klasztorów nie ma.

rozmawiał Maciej Müller - Tygodnik Powszechny Nr 5 (3056), 3 lutego 2008

O. Marek Szeliga OSB (ur. 1963) jest benedyktynem (śluby zakonne w 1988 r.), byłym opatem tynieckim. Od 2006 r. pełni funkcję przeora klasztoru kamedułów na krakowskich Bielanach.